The difference between
'want' and 'need' is
SELF-CONTROL



...
Link 30.12.2012 :: 22:10 Komentuj (2)
Byłaś skarbem. Moim Skarbem. Lekkim niczym puch, ale o bezgranicznej wartości.
Skarbem, który musiał zostać zakopany, i nigdy już nie zostanie znaleziony.
Byłaś wiatrem, morzem, niebem. Kiedy myślę o Tobie topię się we wspomnieniach, których na razie nie jestem w stanie uporządkować i opisać. Migawki życia. Odeszłaś całkowicie, nic mi po Tobie nie zostało, nawet jeden włos.
Oleńko...


....
Link 16.07.2012 :: 20:27 Komentuj (2)
Piękny dzień. Jest chłodno, irracjonalnie pachnie wczesną jesienią. Zaparzyłam duży kubek herbaty, zapaliłam papierosa. Dym wdarł się w moje rozwiane na wietrze włosy, które sięgają już prawie do pasa. Oczywiście siedząc tak, bacznie obserwowałam swoje ciało. Zaczęłam od stóp, poprzez łydki i uda, biodra, brzuch aż do ramion. Nie znalazłam w nim nic pięknego. Czasami myślę, że chciałabym je włożyć do worka i wyrzucić na śmietnik.

Pamiętam dokładnie ten dzień, kiedy po raz pierwszy włożyłam palce do gardła. Pamiętam także pierwszą głodówkę. Minuty mijały jak godziny, skręcałam się z bólu pustego żołądka. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że w przyszłości będę głodować dwa, trzy dni a nawet pięć. Z 10 brzuszków dziennie doszłam do 1000.

Tak, jestem coraz "silniejsza". Tylko czemu ta siła mnie zabija?


....
Link 15.07.2012 :: 22:26 Komentuj (2)
Nocne picie zakończyło się fatalnie. Mam wstręt do alkoholu a mój dywan koło łóżka nadal śmierdzi rzygowinami. Świetnie. Postanowiłam natomiast wziąć się w garść, mniej spać i mniej jeść. Więcej robić. Mimo tego, że wczoraj jadłam, moja waga nie wzrosła, a nawet spadła, a od jutra zaczynam sensowną dietę. Kochany klozapol usypia mnie, dlatego dziś już pójdę spać, a niedługo napiszę więcej.

Dobranoc.



...
Link 12.07.2012 :: 22:20 Komentuj (0)
Bez sensu...już chyba nie umiem się odchudzać. Dla mnie dieta 1000 kcal to nie jest dieta. Rodzice wyjechali na wakacje, ja całe spędzę w domu. Przyjechała babcia, by mnie pilnować, oczywiście, psychicznie chorej nie można zostawić samej. Pierwszy dzień a ja wypiłam trzy piwa i właśnie upajam się butelką białego wina, palę w pokoju, jest gorąco. Chcę dziś upić się do nieprzytomności, albo śpię albo piję, cudowna egzystencja. Klozapol zmniejszony z 125mg do 25mg, i to nie pomaga. Nie umiem wziąć się w garść, ciągle żyję przeszłością, uważam, że życie w psychiatryku to najlepsze chwile mojego życia. Czasami marzę, by znowu się pociąć, wtedy patrzę na blizny na ręce...i przechodzi mi ochota. Nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem. Tak bardzo chce mi się płakać. Tak bardzo chcę w...nicość. Spać...spać...spać.I kochać. Tylko kogo? Jakiś ideał? Nie ma ideałów. Bo z każdym kilogramem chcę mniej...mniej...mniej.


...
Link 06.07.2012 :: 19:58 Komentuj (3)
Jestem...choć minęło już tyle czasu nadal egzystuję, bo chyba nie da nazwać się tego "życiem".
Piszę, bo stwierdziłam, że chyba zbliżam się do jakiegoś kresu. Albo postanowię wziąć to, co zostało z mego życia
w swoje ręce, albo umrę niezauważona. Naprawdę mam tego wszystkiego dość. Przesypiam całe dnie, leki nie działają tak jak powinny, nawet Pani doktor rozkłada ręce, bo brałam już chyba wszystkie leki dostępne na rynku.
Nie dbam już o to, co się ze mną stanie, co dalej będzie się dziać, codziennie upajam się alkoholem, którego mi nie wolno.
Na studiach kolejny urlop dziekański, kolejny raz nie podołałam. Znajomi powoli przestają się ze mną spotykać, i to wszystko zamyka się w szklanej kuli. Tak bardzo mi źle z ludźmi, a jeszcze gorzej bez nich. Dlatego postanowiłam robić swoje. Odchudzanie zawsze dawało mi jakieś irracjonalne poczucie kontroli i władzy (sic!). Oczywiście kochany klozapol powoduje, że jem dużo, ale sama zmniejszyłam jego dawkę i tego się będę trzymać.
Wyznaczyłam deadline na 11 sierpnia, ważny dzień. Zobaczymy, ile uda mi się schudnąć. Znowu chciałabym wznieść się wysoko do nieba...jak puch, jak na skrzydłach. Niestety na razie muszę żyć przytłaczającą rzeczywistością.

Jutro pierwszy dzień głodówki.


powrót...
Link 11.04.2011 :: 23:29 Komentuj (7)
Długo mnie tu nie było. Czy coś zmieniło się znacząco? Czy w ogóle potrafię odpowiedzieć na to pytanie?
Zaczęłam kolejny rok studiów, niestety już w listopadzie znalazłam się w szpitalu...dopiero, gdy zaczęli straszyć sondą, zaczęłam cokolwiek jeść. Byłam tam miesiąc, miesiąc bez sensu. Na dodatek zrobili ze mnie alkoholiczkę i narkomankę. Nigdy im tego nie wybaczę. I tej nienawiści.
Na szczęście udało mi się wrócić na uczelnię od tego semestru. Pojawiła się chora ambicja. Pojawiła się chora chęć schudnięcia. Dlatego wracam. Wracam i będę pisać.
Za miesiąc pierwszy egzamin. Do tego czasu pragnę jak najwięcej schudnąć.
W głowie kłębi się tylko jedno magiczne słowo.
dieta
DIETA
D I E T A.

Zrobię to. Bo jak nie teraz, to kiedy? Nie mogę się na siebie patrzeć. Jestem...odrażająca!
Mam dość takiego życia...w dół i maksymalnie do góry. Chcę zejść wreszcie do tych 39 kg raz na zawsze. I teraz mi się to uda.

Amen.


.
Link 31.07.2010 :: 21:13 Komentuj (12)
za oknem zapada zmrok, jak również w moim życiu. smutek powoli osacza mnie z każdej strony, powoli wtapia mnie w otchłanie nieświadomości. Ludzie - przerażają mnie. Ich idealny rytm dnia, w który nie umiem się wpasować. Ich idealne twarze, zastygłe w fałszywym uśmiechu. Setki nieporozumień i przepaści pomiędzy nami. Ja nie umiem żyć z ludźmi, męczą mnie. Chcę być sama, sama, sama. Zanurzyć się w białej pościeli jak Anioł...
obudzić się w innym świecie, przeobrazić się w ważkę i umknąć gdzieś w oddali, trzepotem skrzydeł żegnając znane mi miejsca...
Ludzie - to zło. Jestem zmęczona. Wyczerpana. Potrzebuję spokoju. Książek. Muzyki. Mojego świata.
Nie bawią mnie ich zabawy. Nie interesują mnie ich rozmowy. Nienawidzę ich bliskości.

Waga - przerażająca, wielka, rozrasta się niczym trzygłowa hydra. Okiełznam ją. Już niedługo. Potrzebuję mobilizacji i inspiracji. Energii.

Boże, nienawidzę mojej przyjaciółki. A ja muszę o siebie zadbać. Muszę być perfekcyjna. Muszę być ta lepsza. Muszę być idealną córką, przyjaciółką, dziewczyną, studentką. O tak.


A może jednak? Przytul.


...
Link 19.05.2010 :: 04:49 Komentuj (9)
Za oknem pada. W życiu też - wielkie krople roztrzaskują się o parapety myśli, swobodnie przepływają między palcami, nieokiełznane...
Deszcz podobno obmywa z ran, z grzechu? Ale nie mnie, ja jestem ta naznaczona.
Nie umiem się podnieść, a może to Bóg płacze nade mną?
Spróbuję od dziś, tak, dzisiaj będzie początek wszystkiego. Ostatnia i pierwsza karta zarazem. Tabula rasa.
Myśli mi umykają, sączą się gdzieś pomiędzy wierszami chaosu, tak płynnie zawracają i uderzają we mnie ze zdwojoną mocą.
Królowa życia, liczb, zagubionych jednostek, patrzcie! oto ona stoi na piedestale.
WAGA.
Gdyby tylko było można uchronić się od beznadziejności.
Gdyby tylko było można się uwolnić.
Cholerne statystyki.

Boli.



.
Link 06.04.2010 :: 19:35 Komentuj (3)
Wróciłam. Tak dawno mnie tu nie było. Przez ten czas wydarzyło się wiele rzeczy, o których chcę zapomnieć. Było wiele wzlotów i upadków. Nie wiedząc czemu, znalazłam się w psychiatryku, wyszłam po kilku dniach na własne żądanie i stwierdziłam, że teraz zacznie się prawdziwe Życie. Tak, podniosłam się. Po raz kolejny, setny, tysięczny. Bo co mi pozostało?
Parapety myśli otwierają przedsionki okiennic...działań...planów, celów i marzeń. Teraz się staram. Naprawdę. Ważę koszmarne 74,5 kg. Nigdy tyle nie ważyłam. Już czas coś z tym zrobić. Doskonale wiem, w jakie bagno się pakuję, z premedytacją i otwartymi szeroko oczami stawiam pierwszy krok w przód, w stronę piekieł;
Chciałabym obudzić się lekka niczym Anioł.
Wzlecieć do Nieba.
Chciałabym być odważna. Silna. Pewna siebie.
To wszystko da mi moje upragnione 39 kg.
Przez te trzy miesiące doszłam do przyczyn wszelkich zdarzeń. Dokonałam autoanalizy i udało mi się zrozumieć siebie. Zabiłam w sobie dziecko, któro już nigdy się nie odrodzi. Jestem zimna i niedostępna.
Wieczorami tylko Kosmos przybliża do obłędu.

Ja wierzę.


.
Link 05.09.2009 :: 10:48 Komentuj (11)
Cisza i pustka. Wolę umrzeć mając świadomość,że jest ona prawdziwym elementem mnie, niż prowadzić życie polegające na dobieraniu masek pasujących do sytuacji.
Rzygam konformizmem, jutro kolejna impreza z serii "family project" - nienawidzę. Czasami się boję, kiedy patrzą tak dziwnie, zbyt intensywnie, z przekonaniem, że wiedzą o mnie wszystko, kiedy w rzeczywistości ich wiedza ogranicza się do wizualnych spostrzeżeń, które sa chyba najmniej istotne.
Jem, nie jem, chudnę, tyję, ale nie wiem, ile ważę.

Czy mogłabym komuś wszystko opowiedzieć, gdyby mi zapewnił całkowite poczucie bezpieczeństwa i nigdy nie wykorzystał tego przeciwko mnie? Czy byłabym w stanie to uczynić, nawet gdyby pojawiła się taka osoba?
Leżałam godzinami w łóżku i starałam się dowiedzieć wszystkiego o sobie, a także tego, co się wydarzyło. Ta niepojęta moc, która we mnie tkwiła, w końcu przeskoczyła na inny tor, który miał mnie doprowadzić do prawdy o sobie i prawdy o człowieku. Boję się. Boję się, co będzie za tydzień, za miesiąc, za rok. Mimo tego, że w miarę mi się układa i jestem radosna, coś tkwi we mnie i chce zadusić. Nie umiem mówić, patrzeć, kochać. Jak można żyć w poczuciu winy i kłamstwa? Zostałam skrzywdzona a to ja czuję się winna. Za to, co jest i za to, co może się stać. Teraz mogę umrzeć lub zacząć nowe życie.
Jutro, jutro podejmę decyzję.