The different between
'want' and 'need' is
SELF-CONTROL


sz mtd mlp ms m j d j sm m pz
sis mtmz p u
powrót...
Link 11.04.2011 :: 23:29 Komentuj (6)
Długo mnie tu nie było. Czy coś zmieniło się znacząco? Czy w ogóle potrafię odpowiedzieć na to pytanie?
Zaczęłam kolejny rok studiów, niestety już w listopadzie znalazłam się w szpitalu...dopiero, gdy zaczęli straszyć sondą, zaczęłam cokolwiek jeść. Byłam tam miesiąc, miesiąc bez sensu. Na dodatek zrobili ze mnie alkoholiczkę i narkomankę. Nigdy im tego nie wybaczę. I tej nienawiści.
Na szczęście udało mi się wrócić na uczelnię od tego semestru. Pojawiła się chora ambicja. Pojawiła się chora chęć schudnięcia. Dlatego wracam. Wracam i będę pisać.
Za miesiąc pierwszy egzamin. Do tego czasu pragnę jak najwięcej schudnąć.
W głowie kłębi się tylko jedno magiczne słowo.
dieta
DIETA
D I E T A.

Zrobię to. Bo jak nie teraz, to kiedy? Nie mogę się na siebie patrzeć. Jestem...odrażająca!
Mam dość takiego życia...w dół i maksymalnie do góry. Chcę zejść wreszcie do tych 39 kg raz na zawsze. I teraz mi się to uda.

Amen.


.
Link 31.07.2010 :: 21:13 Komentuj (11)
za oknem zapada zmrok, jak również w moim życiu. smutek powoli osacza mnie z każdej strony, powoli wtapia mnie w otchłanie nieświadomości. Ludzie - przerażają mnie. Ich idealny rytm dnia, w który nie umiem się wpasować. Ich idealne twarze, zastygłe w fałszywym uśmiechu. Setki nieporozumień i przepaści pomiędzy nami. Ja nie umiem żyć z ludźmi, męczą mnie. Chcę być sama, sama, sama. Zanurzyć się w białej pościeli jak Anioł...
obudzić się w innym świecie, przeobrazić się w ważkę i umknąć gdzieś w oddali, trzepotem skrzydeł żegnając znane mi miejsca...
Ludzie - to zło. Jestem zmęczona. Wyczerpana. Potrzebuję spokoju. Książek. Muzyki. Mojego świata.
Nie bawią mnie ich zabawy. Nie interesują mnie ich rozmowy. Nienawidzę ich bliskości.

Waga - przerażająca, wielka, rozrasta się niczym trzygłowa hydra. Okiełznam ją. Już niedługo. Potrzebuję mobilizacji i inspiracji. Energii.

Boże, nienawidzę mojej przyjaciółki. A ja muszę o siebie zadbać. Muszę być perfekcyjna. Muszę być ta lepsza. Muszę być idealną córką, przyjaciółką, dziewczyną, studentką. O tak.


A może jednak? Przytul.


...
Link 19.05.2010 :: 04:49 Komentuj (9)
Za oknem pada. W życiu też - wielkie krople roztrzaskują się o parapety myśli, swobodnie przepływają między palcami, nieokiełznane...
Deszcz podobno obmywa z ran, z grzechu? Ale nie mnie, ja jestem ta naznaczona.
Nie umiem się podnieść, a może to Bóg płacze nade mną?
Spróbuję od dziś, tak, dzisiaj będzie początek wszystkiego. Ostatnia i pierwsza karta zarazem. Tabula rasa.
Myśli mi umykają, sączą się gdzieś pomiędzy wierszami chaosu, tak płynnie zawracają i uderzają we mnie ze zdwojoną mocą.
Królowa życia, liczb, zagubionych jednostek, patrzcie! oto ona stoi na piedestale.
WAGA.
Gdyby tylko było można uchronić się od beznadziejności.
Gdyby tylko było można się uwolnić.
Cholerne statystyki.

Boli.



.
Link 06.04.2010 :: 19:35 Komentuj (3)
Wróciłam. Tak dawno mnie tu nie było. Przez ten czas wydarzyło się wiele rzeczy, o których chcę zapomnieć. Było wiele wzlotów i upadków. Nie wiedząc czemu, znalazłam się w psychiatryku, wyszłam po kilku dniach na własne żądanie i stwierdziłam, że teraz zacznie się prawdziwe Życie. Tak, podniosłam się. Po raz kolejny, setny, tysięczny. Bo co mi pozostało?
Parapety myśli otwierają przedsionki okiennic...działań...planów, celów i marzeń. Teraz się staram. Naprawdę. Ważę koszmarne 74,5 kg. Nigdy tyle nie ważyłam. Już czas coś z tym zrobić. Doskonale wiem, w jakie bagno się pakuję, z premedytacją i otwartymi szeroko oczami stawiam pierwszy krok w przód, w stronę piekieł;
Chciałabym obudzić się lekka niczym Anioł.
Wzlecieć do Nieba.
Chciałabym być odważna. Silna. Pewna siebie.
To wszystko da mi moje upragnione 39 kg.
Przez te trzy miesiące doszłam do przyczyn wszelkich zdarzeń. Dokonałam autoanalizy i udało mi się zrozumieć siebie. Zabiłam w sobie dziecko, któro już nigdy się nie odrodzi. Jestem zimna i niedostępna.
Wieczorami tylko Kosmos przybliża do obłędu.

Ja wierzę.


.
Link 05.09.2009 :: 10:48 Komentuj (11)
Cisza i pustka. Wolę umrzeć mając świadomość,że jest ona prawdziwym elementem mnie, niż prowadzić życie polegające na dobieraniu masek pasujących do sytuacji.
Rzygam konformizmem, jutro kolejna impreza z serii "family project" - nienawidzę. Czasami się boję, kiedy patrzą tak dziwnie, zbyt intensywnie, z przekonaniem, że wiedzą o mnie wszystko, kiedy w rzeczywistości ich wiedza ogranicza się do wizualnych spostrzeżeń, które sa chyba najmniej istotne.
Jem, nie jem, chudnę, tyję, ale nie wiem, ile ważę.

Czy mogłabym komuś wszystko opowiedzieć, gdyby mi zapewnił całkowite poczucie bezpieczeństwa i nigdy nie wykorzystał tego przeciwko mnie? Czy byłabym w stanie to uczynić, nawet gdyby pojawiła się taka osoba?
Leżałam godzinami w łóżku i starałam się dowiedzieć wszystkiego o sobie, a także tego, co się wydarzyło. Ta niepojęta moc, która we mnie tkwiła, w końcu przeskoczyła na inny tor, który miał mnie doprowadzić do prawdy o sobie i prawdy o człowieku. Boję się. Boję się, co będzie za tydzień, za miesiąc, za rok. Mimo tego, że w miarę mi się układa i jestem radosna, coś tkwi we mnie i chce zadusić. Nie umiem mówić, patrzeć, kochać. Jak można żyć w poczuciu winy i kłamstwa? Zostałam skrzywdzona a to ja czuję się winna. Za to, co jest i za to, co może się stać. Teraz mogę umrzeć lub zacząć nowe życie.
Jutro, jutro podejmę decyzję.


.
Link 19.08.2009 :: 11:57 Komentuj (19)
Miałam zły sen. Śniło mi się jedzenie. Na dodatek przez ostatnieb dni zapomniałam, że nie wolno mi jeść. Oczywiście, gdy stanęłam na wagę o mało co się nie rozpłakałam.
Dziś na szczęście wszystko wróciło do normy. Wróciłam do mojej diety 300-500 kalorii.
Ale i tak nicość i pustka. Samotność w kilku wymiarach. Czuję się jak szmata, jak popychadło. Nienawidzę...Czuję, że coś we mnie narasta, rozsadza od wewnątrz i chce zadusić.
Wstaję rano i zaraz z powrotem idę spać. Aby nie czuć bólu i serca. Aby nie myśleć. Aby po prostu nie być.
A więc to tak wygląda depresja.
Mam wrażenie, że wszyscy ludzie przyglądają mi się na ulicy, jakby znali moją tajemnicę. Muszę zrozumieć, że nie wolno mi jeść. Nie mogę sobie pozwolić na żadną porażkę. To w ogóle nie wchodzi w grę.

To nie te czasy, kiedy porcelanowe skrzydła unosiły się do góry, wyrastały z pietyzmem każdego dnia z łopatek, sięgały nieboskłonu. Poczuj je, stań na placach, dziwko!

waga: 64,9 -5
bmi: 26,32 -1,9


.
Link 13.08.2009 :: 18:14 Komentuj (14)
To zdarzyło się naprawdę. Dzisiaj mnie zabiła. Dlatego zaplanowałam misteryjne odejście stąd; prawdę mówiąc to do końca nie wierząc w to, co robię. Dlaczego tak postępuję? Czuję się jak w transie. Może chodzi o ten ból, ból, który przeszywa mnie do granic wytrzymałości, otwiera
się w sercu, rozpływa, odsłania prawdziwe oblicze? Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu... Umiera się nie dlatego by przestać żyć, lecz po to by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru płapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie. Powrót do własnej podświadomości, gotowość do przemiany, do rozwiązywania problemów, które tak mocno i nagle zaatakowały, doprowadziły do dni nieustającej ciszy.
Czy teraz mogę z tym żyć? Czy jest to możliwe? Czy nadszedł, i w ogóle, czy kiedykolwiek nadejdzie odpowiedni czas? Czy można żyć własnym życiem w pełni, jednocześnie martwiąc się o innych? Czy dotykając podłej rzeczywistości oczyściłam się? Po co było to doświadczenie?


Leki nie działają. Powoli wchodzę w inne wymiary. Światy manii i depresji na przemian - niekończące się wędrówki. To mnie wykańcza. Dziś rano miałam w sobie tyle energii i napięcia oraz lęku, że nie byłam w stanie oddychać.
Później przyszła depresja i wizyta u pani psycholog. Płakałam, po raz pierwszy od nie wiem kiedy. Łzy lały się strumieniami...

Jestem bardzo, ale to bardzo słaba. Mam za sobą kilka dni diety. Dziś zjadłam 450 kalorii. Byłam na siłowni, jednak nie miałam siły ćwiczyć. O mało co nie zemdlałam. Uciekłam stamtąd. Czuję się czasem, jakbym znajdowała się w innym świecie, do którego ludzie nie mają wstępu. To, co ja przeżyłam, te tysiące agonii i zmartwychwstań, to moje przekleństwo i błogosławieństwo. Mój los nadludzki na ziemi.

Zycie czasami wysycha.
Wysycha i przeobraża się w brunatną, zwiędłą łupinę.

waga: 65,3 -4,6
bmi: 26,49 -1,8

Trzeba być odpowiedzialnym do końca. Nawet za własne samobójstwo.
Bardzo mi źle.


.
Link 12.08.2009 :: 09:59 Komentuj (21)
I stało się. W szpitalu psychiatrycznym przebywałam od 15 marca do 15 maja 2009 roku.
W tym czasie przytyłam do 60 kg. Po wyjściu z kliniki dalej przyjmowałam leki, które ustawiono mi w szpitalu – topamax 200mg, lerivon 120mg, trilafon 8 mg, seronil 60mg.
Tak ogromna dawka lerivonu i seronilu aplikowana była przez to, iż znajdowałam się akurat w depresji, która postępowała nadal, aż około połowy lipca zupełnie uodporniłam się na te dwa antydepresanty. Ponadto tyłam dalej, aż waga pokazała 69,9 kg. Wszystko miałam gdzieś, ponieważ nie byłam w stanie podnieść się nawet z łóżka. Płakałam i jadłam, a wizytę u psychiatry miałam dopiero za 3 tygodnie i nie dało się jej przyspieszyć w żaden sposób. Czułam, jak ogromne jest moje ciało, gdzieś w podświadomości chciałam schudnąć, ale zdrowo; nie chciałam powracać do tego koszmaru, do wagi, która wyznaczałaby mój obecny status, przecież było już tak dobrze. I wystarczyło jedno zdanie, przenikliwe spojrzenie, nieznaczny gest w gabinecie:

„wydaje mi się, że pani bardzo przytyła”

Słowa te dźwięczały mi w uszach przez cały dzień. I już wszystko było nieważne. Cholerny lerivon pani psychiatra od razu mi odstawiła. W zamian za to zaproponowała zalastę w dawce 5mg na noc i amitryptylinę w dawce 75mg na noc. Za dwa tygodnie mam zacząć brać lit jako drugi stabilizator nastroju.

Nocą wróciły obrazy sprzed lat, kiedy przestałam jeść. Film przewija się z prędkością dwudziestu klatek na sekundę. To boli. Skulona z bólu leżę na łóżku i gryzę kołdrę. Najlepsze wyjście to zamknąć się w sobie. Od początku do końca. To Nasza tajemnica, nie możesz nikomu o tym powiedzieć – mówi głos w mojej głowie. Dziennie jem do 500 kalorii. Tyle mi wystarcza jak na razie. Zdawało mi się, że zapomniałam już o przeszłości, ale była to jedynie złudna nadzieja. Tego po prostu się nie zapomina.
Przyzwyczaiłam się do samotności. Kocham to słowo i łzy lejące się strugami po mojej twarzy. One obmywają ją z wad i przekleństw. Sprawiają, że staje się jakaś taka delikatna i subtelna, jak dawniej. Tylko już nikt tego nie zauważa. Nikt mnie w tym wszystkim nie zauważa. Tak, jestem tylko nic nieznaczącym cieniem w pustej, bezsensownej czasoprzestrzeni...
Chciałabym, aby ktoś mnie prawdziwie kochał. Poczucie winy...źle...lęk przed przytyciem...chcę schudnąć. Teraz już nie mogę znieść braku możliwości zważenia swego ciała. Bez wagi nie umiem zapanować nad sobą...Nie wiem, kim jestem, jaka jestem, co czuję, co myślę. To ona mi wszystko mówi o mnie i decyduje o moim samopoczuciu. Podjęłam decyzję, ostateczną. Muszę wrócić do tego piekła. Aby wygrać walkę ostatecznie.

waga: 66,7 -3,2 kg
bmi: 27,05 -1,3

Straciłam kontakt z ludźmi i nie mam z kim rozmawiać... ktoś przystanie na chwilkę i poudaje przyjaciela...?



...
Link 06.08.2009 :: 20:26 Komentuj (7)
"Ból jest jak igła, kawałek raniącego skórę szkła, niewidoczny
dla innych cierń. Ściska, opasuje, kaleczy, rani, zniewala, dręczy, a w końcu zabija. Jest cierpieniem i wybawieniem. Człowiek, ogarnięty bólem nie do wytrzymania, nie ma już siły myśleć o niczym innym. Nie ma niczego poza nim. Walczy, potem się poddaje. Akceptuje tę sytuację, przyzwyczaja się do niej, oswaja ból. Uczy się z nim żyć. To stadium jest mi świetnie znane. Cała
składam się z bólu. Jest wszędzie, w moim ściśniętym z głodu
żołądku, w mojej zranionej duszy, w moim sercu, w którym nie
ma miłości. Walczę z nim na różne sposoby, oszukuję, zabijam
w sobie, ale odrasta jak wielogłowa hydra. Moje życie jest bólem, podobnie jak twoje, Marilyn. Ty jesteś mną, a ja tobą. To zespolenie sprawił właśnie ból. Nasze udręczone nim ciała cierpią. Czy jest jakiś kres, czy trzeba go sobie
wyznaczyć samemu? Nie mogę cię o to spytać, ale wiem, że odpowiedź znasz."


Każdego dnia, w odbiciu zachodzącego słońca, zastanów się - czy chcesz upodlona przegrywać. I w walce tej powiedz - jestem silna, czuję g ł ó d, na swojej skórze, przeszywający mnie, do szpiku kości. Nie zjem. Obiecuję.

A Ty?


V prawda
Link 04.08.2009 :: 10:19 Komentuj (3)
Łzy...lejące się po policzkach...strumieniami, w dół, kapiące, spadające.
I ona - waga - imienniczka naszej wytrzymałości, najpotężniejsza królowa nocy,
wyznaczająca nasz obecny status, tożsamość, ukazująca kaprys naszej twarzy.
Dlaczego Ciebie nie ma - pytam gdzieś w otchłani nieświadomości, pytanie to zaklęte jest w dodatkowych kilogramach. Jeszcze jeden w dół, kolejny, następny, może się pojawisz?
Ja - szmata, ostatnia suka, gruba i zupełnie nieudana, biczuję siebie codziennie za kolejne porażki dnia.
Nie umiem, nie potrafię, milczę. Przytyłam.

'Boli, jak jadłam, bolało...'

czekolada na kuchennej podłodze, nuż zatruty, wbity między żebra, gdzie kiedyś czuć było gładkość skóry. U m i e r a m , pomóżcie, śmierć była impulsem do narodzenia się na nowo. Chciałabym powiedzieć, ale krzyk zdaje się być milczeniem.
Zaklęty krąg wyobraźni pobudza nasze trzewia do śmiertelnego tańca.
Posłuchaj, jak mi prędko bije Twoje serce.